Recenzje - Teatr

Ile jest Caritas w "Caritas. Dwie minuty ciszy"?

2011-04-19 10:51:50 | Toruń

Absurd i groteska. Głębia i prawda. Skrajności i przekraczanie granic przy każdej możliwej okazji i na każdej niemal płaszczyźnie – tak można by spróbować oddać ducha wystawianego w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu spektaklu "Caritas. Dwie Minuty ciszy" belgijskiej reżyserki  Lies Pauwels. Spróbować – bo opisać wystarczająco precyzyjnie i przekazać emocji i całego inwentarza uczuć, które to przedstawienie wywołuje w odbiorcy, zwyczajnie się nie da.

Pauwels na początku rozpręża atmosferę. Puszcza do nas reżyserskie oczko, pozwalając przemówić głosowi zza sceny, który – w tonacji pół żartem, pół serio – komunikuje m.in. że:

(w trakcie spektaklu) Prosimy nie być sobą. Bycie sobą to narcyzm. To ważne, żeby wiedzieć, jak zachować się w grupie.

I dalej – ekstremalne reakcje i zachowania nie są mile widziane, a po spektaklu można będzie wesprzeć finansowo aktorów, którzy zbierają na zakup… Wilama Juniora. Wilam jest orką, poszukującą rodziców chrzestnych, których kandydatury można zgłaszać spośród publiczności.

Robi się wesoło. Chwilę jeszcze reżyserka gra nam na nosie, rzucając żart za żartem tylko po to, żeby wywołać w widzu poczucie dysonansu, kiedy dla kontrastu przejdzie do spraw zdecydowanie bardziej serio. Bo taka ma być z założenia cała reszta spektaklu. Przerażająco serio. Śmiertelnie poważna. Nawet, jeśli momentami karykaturalny wygląd postaci  czy ich przerysowane wypowiedzi sugerowałyby zupełnie co innego.
    
Śmiech jest tylko pierwszą reakcją, związaną z niedopuszczaniem do siebie myśli, że… (tu można by mnożyć przykłady, zdradzające nieco elementy fabuły). Potem przychodzą refleksje i zrozumienie. Pauwels nie stoi nad nami z biczykiem, uparcie moralizując. Przeciwnie. Momentami ma się wrażenie, że trudno zweryfikować, czy w ogóle, a jeśli tak – to po której ze stron się opowiada. Bo okazuje się, że życie nie jest takie zupełnie czarno-białe, jak się czasem wydaje. Ba, nawet sytuacje, które ogół społeczeństwa (a przecież „to ważne, żeby wiedzieć, jak zachować się w grupie”!) potępia, w jej ujęciu nabierają dodatkowych odcieni. Odcieni, o których być może nigdy wcześniej byśmy nie pomyśleli.
    
Niemal każdy z bohaterów sztuki jest na swój sposób tragiczny, a przy tym – żadnemu nie brakuje autentyzmu. Nawet, kiedy padają znamienne dla wymowy spektaklu pytania i odpowiedzi w rodzaju:  
 
–  Jaka jest najlepsza polska wódka? – Nieważne, co się pije, grunt, żeby sponiewierało.
–  Jesteś szczęśliwa? - Nie. Nikt nie jest szczęśliwy. Ludzie, którzy twierdzą, że są szczęśliwi – kłamią – nie są szczęśliwi. Ci, którzy mówią, że nie są szczęśliwi – są nieszczęśliwi.,


aktorzy (na wyróżnienie zasługują tu zwłaszcza najmłodsze aktorki) są przejęci, pełni emocji i teatralnej pasji, wiarygodni.
    
Tytułowe Caritas skonfrontowane z treścią całej sztuki wydaje się być raczej pobożnym życzeniem niż tym, co mogłoby czy miałoby stanowić jeden z elementów charakterystyki jej bohaterów. To dobra strategia – uświadomienie sobie braku czegoś wciąż pozostawia nam to coś w polu widzenia.  

Podobnie, jak nie da się zapomnieć, wypowiedzianej przez jednego z aktorów w finałowej scenie, niemalże ze łzami w oczach, trafiającej w sedno i serca odbiorców konkluzji:

Wiemy, co dzieje się za tymi ścianami, ale nie mówimy o tym. Nie mówimy, ale wiemy.

No właśnie. Tylko… dlaczego właściwie nie mówimy?

„Caritas. Dwie minuty ciszy”, Teatr im. Wilama Horzycy, premiera 27 marca 2011

Edyta Możejko

Fot. Teatr im. Wilama Horzycy

Słowa kluczowe: Caritas. Dwie minuty ciszy recenzja toruń teatr horzycy
Komentarze
Redakcja dlaStudenta.pl nie ponosi odpowiedzialności za wypowiedzi Internautów opublikowane na stronach serwisu oraz zastrzega sobie prawo do redagowania, skracania bądź usuwania komentarzy zawierających treści zabronione przez prawo, uznawane za obraźliwie lub naruszające zasady współżycia społecznego.
Zobacz także
Szaberplac, moja miłość
Szaberplac, moja miłość - recenzja spektaklu

Oceniamy nową premierę Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Panna Nikt
"Panna Nikt" - skok z okna i ważne pytania [RECENZJA]

Powieść Tryzny stała się jednym z najgłośniejszych wydarzeń literackich. Czy ze spektaklem będzie tak samo?

Skrzywienie kręgosłupa - mentalne odpadki i tona śmiechu [RECENZJA]
Skrzywienie kręgosłupa - mentalne odpadki i tona śmiechu [RECENZJA]

Spektakl Wrocławskiego Teatru Współczesnego to porywający kawał słodko-gorzkiej satyry.

Polecamy
"Gry" na wielu poziomach
"Gry" na wielu poziomach

W 1988 roku w jednym z izraelskich kibuców 11 mężczyzn zgwałciło 14-letnią dziewczynkę. W późniejszym procesie sądowym jedynie 4 spośród nich zostało uznanych winnymi i skazanych na karę pozbawienia wolności.

"Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - brutalna rzeczywistość [RECENZJA]
"Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - brutalna rzeczywistość [RECENZJA]

"W powietrzu od dawna unosiła się pogarda życia" - teksty Helmuta Kajzara w mocnym przedstawieniu Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Ostatnio czytane
"Gry" na wielu poziomach
"Gry" na wielu poziomach

W 1988 roku w jednym z izraelskich kibuców 11 mężczyzn zgwałciło 14-letnią dziewczynkę. W późniejszym procesie sądowym jedynie 4 spośród nich zostało uznanych winnymi i skazanych na karę pozbawienia wolności.

"Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - brutalna rzeczywistość [RECENZJA]
"Jak to dobrze, że mamy pod dostatkiem" - brutalna rzeczywistość [RECENZJA]

"W powietrzu od dawna unosiła się pogarda życia" - teksty Helmuta Kajzara w mocnym przedstawieniu Wrocławskiego Teatru Współczesnego.

Popularne
"Gry" na wielu poziomach
"Gry" na wielu poziomach

W 1988 roku w jednym z izraelskich kibuców 11 mężczyzn zgwałciło 14-letnią dziewczynkę. W późniejszym procesie sądowym jedynie 4 spośród nich zostało uznanych winnymi i skazanych na karę pozbawienia wolności.

Brak zdjęcia
West Side Story

West Side Story to współczesna wersja szekspirowskiego Romea i Julii, tragiczna historia miłości osadzona w realiach przedmieść Nowego Jorku końca lat 50-tych.

Konkurs Ziaja